
Czasami mi się wydaje, że żyję z dnia na dzień, dryfując w bliżej nieokreślonym kierunku...
Gdzieś jest jakiś cel, ale tak daleko, że nawet nie widać jego zarysu...
A przecież jak nie widzi się celu to nawet wiosłować się nie chce...
Czas rozpocząć przygodę życia. Gdzieś tam jest moja wyspa, moja przystań, moje szczęście... Może coraz bliżej...
Fatamorgana? Bajka? A może tylko złudzenie? Okaże się we właściwym czasie...
Gdy tak bardzo czegoś się pragnie, wtedy wiele rzeczy nabiera kształtu rzeczywistości...
W dzisiejszym świecie, w którym dookoła jest dużo cierpienia, zła i smutku, czy można sobie wyobrażać bycie szczęśliwym? Czy to tylko tworzenie sobie iluzji szczęścia?
Wierzę. Ufam. Mam nadzieję.
Nie wiem, co jeszcze mogę zrobić, by najpiękniejsze marzenie okazało się realne i trwałe...

Niezwykle piękne, mądre i głębokie słowa o miłości i kochaniu, znalezione przypadkowo przeglądając artykuły w internecie...
Niby prosta sprawa, a jednak często mamy zamknięte oczy na tak wiele ważnych rzeczy. Dobrze, że coś lub ktoś nam je otwiera, byśmy byli w stanie dojrzeć o wiele więcej...
"W poszukiwaniu szczęścia" - Valerio Albisetti:
- Zanim nauczycie się kochać innych, nauczcie się szanować samych siebie. Kto nie ma szacunku dla siebie, nie może kochać.
- Nie mylcie miłości z uczuciami czy emocjami wywołanymi zainteresowaniem drugą osobą.
Prawdziwa miłość jest owocem dyscypliny, treningu. - Nie mylcie miłości z posiadaniem.
- Miłość jest wyrazem dojrzałości. Prowadzi do niej długa indywidualna droga.
- Nie mylcie miłości z zależnością od drugiej osoby, z potrzebą wsparcia, z obawą przed samotnością,
z konformizmem, z fizycznym pożądaniem.
Miłość jest zdolnością do bycia, do autonomicznego istnienia, do transcendencji. - Miłość jest, z definicji, relacją wertykalną, nie horyzontalną. Mogą Jej doświadczyć ci, którzy zdołali wznieść się ponad horyzontalność pieniądza, władzy, seksu, sukcesu.
- Osoba powierzchowna nigdy nie będzie mogła kochać.
- Kto nie doświadczył duchowego cierpienia, nie zna miłości.
- Miłość jest rzeczą piękną. Jest jak kwiat: Jeśli dopuścisz do tego, by zabrakło mu wody, umrze.
- Wszyscy mówią o miłości. Wielu ludziom wydaje się, że kochają; w rzeczywistości kochają nieliczni. Ludzie nie umieją kochać.
Miłość jest pokorą, nie uległością.
Miłość jest słodyczą, nie przesłodzeniem.
Miłość jest zdolnością do cierpienia, nie masochizmem.
Miłość jest zdolnością do podejmowania decyzji, nie sadyzmem.
Miłość jest umiejętnością powiedzenia również nie. Miłość jest wybieraniem.
Miłość jest zachowywaniem zawsze własnej godności.
Miłość jest pragnieniem dobra drugiej osoby, innych ludzi. Miłość nie jest egoizmem.
Miłość jest prawdą.

Faith, hope, love... Dopiero teraz widzę jak te trzy się doskonale uzupełniają i jak ważne jest żeby żadnej nie zabrakło.
Z wiary rodzi się wszystko. A przede wszystkim zaufanie i miłość...
Bez miłości nie ma życia, bez niej traci się sens, a nawet ginie nadzieja...
Nadzieja ponoć umiera ostatnia, więc nie ma sensu zabijać jej przedwcześnie...
Początek nowego roku zaczął się zaskakująco dobrze - dobrym nastrojem, wewnętrznym spokojem i zaskakująco miłymi niespodziankami
Wokół mnie pesymiści i realiści - dobrze, bo są potrzebni żeby trzymać mnie przy ziemi i otwierać oczy na sprawy ważne i ważniejsze. Ale wydaje mi się że ja - trochę niepoprawna idealistka - teraz najbardziej potrzebuję optymisty...
Wszystkim czytającym tego bloga w tym nowym roku życzę prawdziwej wiary, nadziei i miłości!

Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego rękę, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać innych, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludziw ich samotności, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei "więźniom", tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie. Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,jak bardzo znikome są twoje możliwościi jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie. Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bógpokochał innych przez ciebie – Zawsze wtedy jest Boże Narodzenie”(Matka Teresa z Kalkuty)

Nie potrafimy dostrzec tego, że każdy dzień przynosi nam powody do radości. Za dużo tracimy skupiając się na tym co smutne i trudne, zamiast cieszyć się małymi radościami, które nas otaczają.
Czasami mi się wydaje, że większość ludzi ma cel w życiu żeby jedynie przetrwać jakoś kolejne dni, byle do weekendu, byle do wakacji, byle do emerytury... A potem jak już tak przetrwamy wiele lat i obejrzymy się wstecz to co będziemy wspominać? z czego będziemy dumni? jakie wspomnienie wywoła uśmiech na naszej twarzy?
Piąte przykazanie: Nie zabijaj radości! Bo brak radości zabija zadowolenie z życia...

Długa przerwa...
Przypomniałam sobie dlaczego zaczęłam pisać tego bloga dawno dawno temu i dla kogo...
Żeby te wszystkie moje myśli nie ginęły gdzieś w nienazwanej przestrzeni i nie błąkały się kumulując w zakamarkach mojej głowy. Przede wszystkim dla siebie.
Być może są osoby, które czytając te "wypociny" mogłyby odnieść coś do siebie, na chwilę się zatrzymać i westchnąć,
a na pewno znalazłyby się osoby które mogłyby zadać pytanie z jakiej planety wziął się autor tych wszystkich słów
Jedno jest pewne - nie ma sensu się do nikogo dostosowywać, tworzyć ułudę podobającą się wszystkim.
Najważniejsze i najcenniejsze jest moje prawdziwe "ja" z tym wszystkim co ze sobą niesie. I to mi ma być wygodnie
z moim "ja" ;-) A na pewno znajdzie się ktoś jeszcze kto doceni i może się nim zachwyci...
Czas zmienia. Zmienia mnie, moje myślenie, moje uczucia, moją codzienność...
Czasami miło jest spojrzeć za siebie i zobaczyć ten cały proces i miło jest odkryć że następuje progres a nie regres
Ale przede mną jest jeszcze dużo więcej niż to co za mną...
A propos tematu- bardzo adekwatny i wymowny cytat z opisu mojej kuzynki:
"Nie patrz w przeszłość, bo potkniesz się o teraźniejszość i spieprzysz sobie przyszłość"

Dawno nic tu nie pisałam, bo czasami tak bywa w życiu, że lepiej coś przemilczeć niż powiedzieć za dużo, a czasem po prostu nie wiadomo co powiedzieć... Może dlatego to milczenie jest złotem, a mowa tylko srebrem.
A teraz wakacje, niby-wakacje...
Na razie jedyny plan to wyjechać, oddychać, poszukać siebie...

Przyjaźń wykracza poza bariery słów...
Przyjaźń jest spotkaniem dusz przenikajcych się wzajemnie...
Przyjaźń jest pragnieniem przejścia przez życie razem...
Przyjaźń jest wołaniem serca: "Jak dobrze, że jesteś w moim życiu!"
Przyjaźń jest cudem.

" Dziękuje za Twój uśmiech,
otwarte okno Twego istnienia,
Dziękuje za Twe spojrzenie,
zwierciadło Twojej uczciwości.
Dziękuje za Twoje łzy,
które są znakiem, że dzielisz radość lub smutek.
Dziękuje za Twoją rękę,
zawsze wyciągniętą, aby dać lub otrzymać.
Dziękuje za Twoje objęcia,
które są szczerą gościną Twojego serca.
Dziękuje za Twoje słowo,
wyraz tego, co kochasz i w czym pokładasz nadzieję.
Dziękuje, że Jesteś."

http://www.sing365.com/music/lyric.nsf/Always-Gonna-Love-You-lyrics-Gary-Moore/85371F832999939C48256D74002BA7D5
" I'm always gonna love you
If loving means forever.
I'm always gonna want you.
I don't think I could ever
Just forget the love we had." (Garry Moore)
Zawsze. Jeśli się pragnie to "zawsze" w miłości / przyjaźni / braterstwie jest osiągalne. Wydawać by się mogło, że czas zburzy każdą relację prędzej czy później... Bo ludzie się zmieniają, bo życie się zmienia bla bla bla...
Może i tak bywa, ale na pewno nie jest to reguła. Nie chcę gdybać co będzie za x czasu, chcę wierzyć, że będzie dobrze nawet jeśli życie trochę zamiesza... Uczucia, które kierujemy w kierunku drugiej osoby zawsze ulegają zmianie, jest to nieuniknione, ale na pewno nie złe. W przyjaźni, w miłości, w innych relacjach nie da się stać w miejscu, raz są wzloty raz upadki, ale wszystko ku czemuś prowadzi. Może ktoś powie, że jestem niepoprawną optymistką, ale jeśli nie wychodzimy z takiego założenia to jaki sens miałoby zawieranie jakichkolwiek znajomości? Po co byłyby nam te wszystkie starania, próby wspierania się, troski, zaufanie, gdybyśmy od razu zakładali porażkę? Czy to nie byłaby tylko forma masochizmu w którą by ktoś brnął?
W ostatnim czasie byłam obserwatorem hmmm nie wiem jak to okreslić... kryzysu przyjaźni... Kryzys. Nie wiem czy to odpowiednie słowo, ale ostatnio bardzo popularne. Nie wiem też jakie są przyczyny, mimo że znam całą historię od deski do deski i widziałam całą drogę, przez którą ci ludzie przeszli razem. Być może gdzieś zawiodła definicja przyjaźni, powiedzenia sobie czym dla nich jest ta relacja, co wnosi w ich życie i jak wiele znaczy dla nich drugi człowiek... Być może zabrakło rozmowy, wyjaśnienia sobie spraw, powiedzenia na głos swoich oczekiwań... Być może zabrakło wiary w to, że razem można przejść przez każde trudności i że jedno dla drugiego może być zawsze wsparciem - nawet jeśli nie będzie w stanie pomóc to po prostu będzie obok.
Nie wiem czy moja definicja przyjaźni jest dobra, czy w opini publicznej tak właśnie powinna wyglądać taka relacja i szczerze mówiąc chyba mam to gdzieś... Bo wiem i jestem tego w pełni świadoma, że ja żyję naszą przyjaźnią i jest ona dla mnie czymś wyjątkowym, co nawet mnie samą zaskakuje, ale jednocześnie zachwyca... i dziś wiem, że jakikolwiek "kryzys" by nas nie dotknął to przetrawmy, bo przejdziemy przez to razem...

Pierwsza notka w tym roku! Hmm... tak, wiem... - dość późno jak na początek roku...
Mówi się, że jak się rozpocznie - taki też będzie cały rok. Chyba czeka mnie rok pracowity, trochę zamieszany i poplątany, ale na pewno z obecnością wspaniałych bliskich mi ludzi, którzy wypełniają mój czas radością i ciepłem. Chciałabym móc 31 grudnia powiedzieć, że ten rok przyniósł wiele wspaniałych niespodzianek, był niezwykły i wyjątkowy w moim życiu i że absolutnie nic bym w nim nie zmieniła. Poczekamy zobaczymy...
Tymczasem ten pierwszy wpis w tym roku wraz z ilustracją dedykuję komuś wyjątkowemu... 

"CO TO JEST NIEBO? - TO SERCE PRZEPEŁNIONE MIŁOŚCIĄ,
CO TO JEST PIEKŁO? - TO SERCE POZBAWIONE MIŁOŚCI."

Kolejne Święta. Szybko nadeszły i szybko miną.
Ciężko jest zatrzymać się nad tym co w te dni najważniejsze. Znów dla wielu osób jest to święto karpia, choinki i prezentów. Znów wiele nam umyka, ginie gdzieś za objadaniem się, odpoczynkiem i zgiełkiem przygotowań świątecznych.
A przecież sama MIŁOŚĆ przyszła do nas. Chciałabym uchwycić jak najwięcej z tego czasu - wewnętrznego pokoju, harmonii, zatrzymania się przy betlejemskiej stajence i czerpania radości z obecności Boga pośród nas...
Wszystkim Wam z całego serca życzę doświadczenia bliskości Boga, pokoju w sercu i uśmiechu na twarzy 
* * *
Dlaczego jest święto Bożego Narodzenia?
Dlaczego wpatrujemy się w gwiazdę na niebie?
Dlaczego śpiewamy kolędy?
Dlatego, żeby się uczyć miłości do Pana Jezusa.
Dlatego, żeby podawać sobie ręce.
Dlatego, żeby się uśmiechać do siebie.
Dlatego, żeby sobie przebaczać.
(ks. Jan Twardowski)

Równowaga...
Może o to właśnie chodzi w życiu, żeby ją odnaleźć, żeby odnaleźć siebie w tym całym zamieszaniu, które nas otacza...
Jak? Jeszcze nie znam odpowiedzi. Szukam. Chcę stanąć mocno na nogach, bez żadnych zachwiań i zawirowań.
Czasem wydaje mi się, że każdy ma swój własny przepis na równowagę w życiu, ale może nie każdy ją odnajduje, może nie każdy do niej dąży, a może po prostu poddaje się w połowie drogi...
Zobaczę z czasem do której grupy dołączę 
Równowaga to myśl przewodnia filmu "Jedz, módl się, kochaj", który mimo że trochę monotonny, zrobił na mnie jakieś wrażenie. Stąd te dzisiejsze przemyślenia. Radykalne działania - uciec gdzieś daleko, doświadczyć czegoś nowego, odnaleźć wewnętrzną harmonię, posłuchać Boga, posłuchać siebie, znaleźć swoje "słowo", niczego nie żałować, wybaczyć, pogodzić się z tym co minęło, spojrzeć przed siebie, uśmiechać się ustami, uśmiechać się umysłem, uśmiechać się nawet wątrobą...
Finałowa scena:
"- Dlaczego rezygnujesz z miłości?
- Bo przez nią nie mogłam zachować mojej równowagi.
- Czasem stracić równowagę dla miłości, to część życia w równowadze."


Z niektórymi osobami można nawet zakupy polubić...
A do tego cała masa doznań - śmiech, żarty, docinki... eh fajnie

Bo nie ważne co się robi, ale w jakiej atmosferze i z kim się przebywa...
...a jak w dodatku trafi się na bratnią duszę, to już w ogóle raj na ziemi 
Trzeba mocno stać na nogach, bo świat coraz częściej zaczyna stawać na głowie...
Kolejne zetknięcie z absurdem, ale tym razem dystans większy i tylko śmiać się chce...
Dobrze, że to co ważne i cenne i bliskie sercu jest realne i trwałe i jest świetną przeciwwagą dla tego co mnie wciąż zaskakuje swoją irracjonalnością...

Siła słów. Kim byłbyś gdyby...?
Kim byłbyś gdyby nie ludzie, którzy nauczyli Cię stawiać pierwsze kroki w życiu?
Kim byłbyś gdyby nie ludzie i sytuacje, które ukształtowały Twój charakter?
Kim byłbyś gdyby nie ci, którzy stanowią Twoją teraźniejszość?
Kim byłbyś bez konkretnego systemu wartości, marzeń i planów?
Kim byłbyś bez miłości?
...na pewno kimś zupełnie innym i pewnie wcale nie lepszym. Doceńmy co mamy! 
"Życie ludzkie się zmienia, ale nigdy się nie kończy..."

Sczęście szczęściu nierówne...

Coraz bardziej robi się zimno i jak na razie słabo złota ta jesień, ale na szczęście brak u mnie jesiennej nostalgii i zniechęcenia. a nawet wręcz przeciwnie.
Na zimno sposoby można znaleźć - ciepły kocyk, gorąca herbatka, a najlepiej wtulenie się w ciepluteńkie ramiona kochanej osoby... i wtedy już żadne mrozy nie straszne...
W życiu na razie spokój, do przodu i bez zawirowań...
Ostatnio przechodzę przez etap czerpania wielkiej satysfakcji z pracy. Już nieraz miałam chwile przepracowania i zmęczenia, biegu na łeb na szyję, łapania się wszystkiego co popadnie. Miałam też czas, w którym czułam się niespełniona i zniechęcona. Teraz oprócz tego, że wszystko płynie swoim stabilnym rytmem, to jeszcze doświadczam sygnałów zwrotnych pokazujących mi, że to co robię ma sens i widoczne są piękne efekty. I co naważniejsze chce mi się dawać z siebie jeszcze więcej... Cieszę się, że nie popadłam jeszcze w rutynę i mam nadzieję, że szybko to nie nastąpi.
Coś nowego. I zobaczymy co przyniesie jutro... 

Kiedy dochodzi się do momentu swego rodzaju pewności, wtedy przychodzi też spokój. I już zdaje się, że to jest to czego chcę, co kocham, co podziwiam, czego szukam w życiu. Takie, a nie inne. Moje. Anusiowe.
Anusiowe spojrzenie na świat.
Anusiowe wartości.
Anusiowe pasje i zainteresowania.
Anusiowe przyjaźnie i pragnienie miłości.
Anusiowa trochę poplątana osobowość...
I naprawdę musiałoby chyba stać się coś niesamowicie nieprawdopodobnego, żeby zburzyć właśnie taki rodzaj swoistej stabilności i żeby zmienić obecną mnie.
Czasami obawiam się nieprzewidywalności życia, a czasami jej szukam. Po różnego rodzaju zawirowanych sytuacjach mojego życia zupełnie normalne wydają się takie wahania, ale w sumie to co piękne i niezwykłe w mym życiu również przychodziło w sposób nioczekiwany i okazywało się totalną niespodzianką.
A w życiu przecież nie ma przypadków...
Czasami mam wrażenie, że szaleję, rzucam się z motyką na słońce, robię dużo..., a czasami myślę, że marnuję swój czas i tak to jakoś sobie leci, trochę monotonnie i bez porywów. Taki misz masz.
Dużo czasu zajmuje mi ostatnio zastanawianie się nad tym, co mogę jeszcze zrobić lub zmienić w życiu, żeby kiedyś za kilka lat móć powiedzieć sobie, że to nie był czas stracony... Czyżby ambicja?
Nie żyję według hasła "chwytaj dzień" i chyba nawet nie potrzebuję takiego podejścia w życiu... Stopniowo, kroczek po kroczku, wydaje mi się, że poruszam się naprzód i mam nadzieję, że kierunek jest właściwy.
W najbliższym czasie czeka mnie zmiana. I o dziwo podchodzę do tego ze stoickim spokojem, jakby to była po prostu kolej rzeczy. Śmieszy mnie to, że osoby, które odczują zmianę zaczynają troszkę panikować, ale widocznie sprawdza się powiedzenie, że docenia się jak się straci. Tym razem wybieram siebie, nie oglądając się na boki.
W poszukiwaniu stabilności.
Taki tytuł miałaby zapewne książka, gdyby ktoś zechciał napisać coś właśnie o tym momencie mojego życia.
Mam wrażenie, że niektóre rzeczy już są za mną, może niektóre staram się trzymać na siłę, ale czuję że mimo wszystko coś nie pasuje. Czuję, że potrzebne są zmiany.
Niepewność.
Nie wiem dokąd zmierza moje życie, nie wiem co jeszcze dobrego mnie w nim spotka, nie wiem na co złego mogę się nastawiać, nie wiem co dalej z pracą, nie wiem kiedy i jak przyjdzie miłość, nie wiem na ile starczy mi jeszcze zapału,
nie wiem co dalej ze wspólnotą, a czasami po prostu nie wiem nawet gdzie szukać swego miejsca.
To trochę tak jak człowiek we mgle, wiem że jest pod mymi stopami droga, widzę delikatne przebłyski, ale nie wiem dokąd mnie zaprowadzi... Ach, jak dobrze byłoby znać odpowiedzi na przynajmniej kilka pytań...
Stałość.
Dzięki Bogu są też rzeczy pewne, trwałe, które zawsze będą obecne w moim życiu. Będą zawsze dla mnie jakimś punktem odniesienia i może też nie pozwolą się zgubić. Wiara, przyjaźń, nadzieja, uśmiech.

Nie umiałam odpowiedzieć sama sobie na pytanie dlaczego tak pragnę tej obecności.
Może dlatego, że jest ważną częścią mnie, w końcu przyjaciele to jedna dusza w dwóch ciałach,
pokrewieństwo myśli i bliskość serc.
Potrafi mi rozjaśnić każdą ciemność dnia, nawet tęczę wyprostuje jak będzie trzeba.
Potrafi wywołać uśmiech na mej twarzy, nawet gdy życie nie daje powodów do śmiechu.
Potrafi wydobyć ze mnie to, co najbardziej zaskakujące i kreatywne.
Potrafi dostrzec we mnie piękno, którego nie dostrzegają moje oczy.
Potrafi mnie wesprzeć, gdy grunt wali się pod nogami.
Potrafi być sposobem na poprawę nastroju i ratunkiem w trudnościach.
Potrafi być dla mnie przystanią bezpieczeństwa i ufności.
Potrafi być prawdziwym Pzyjacielem.
...i dlatego na zawsze ma miejsce w moim życiu, w moim sercu.

"Dla przeciwwagi wielu uciążliwości życia Niebo ofiarowało człowiekowi trzy rzeczy:
NADZIEJĘ, SEN i ŚMIECH"
Są sposoby, by pokonać trudności, zwalczyć strach, rozwiązać problemy, czuć się silnym i wyjątkowym, znaleźć w sobie zapał i entuzjazm, stawić czoła ograniczającym barierom, przeciwstawić się wszystkiemu co nas przytłacza i zobaczyć siebie we właściwym niezakrzywionym świetle...
Trzeba tylko je znaleźć...
Każdy ma swoje, każdy ma inne, ale każdy ma - sposoby, które działają!

„Cztery świece spokojnie płonęły. Było tak cicho, że słychać było jak ze sobą rozmawiały.
Pierwsza powiedziała: - Ja jestem POKÓJ. Niestety, ludzie nie potrafią mnie chronić.
Myślę, że nie pozostaje mi nic innego jak tylko zgasnąć.
I płomień tej świecy zgasł.
Druga: Ja jestem WIARA. Niestety nie jestem nikomu potrzebna. Ludzie nie chcą o mnie wiedzieć, nie ma sensu, żebym dalej płonęła.
Ledwie to powiedziała, lekki powiew wiatru zgasił ją.
Trzecia: Ja jestem MIŁOŚĆ. Nie mam już siły płonąć. Ludziom nie zależy na mnie i nie chcą mnie rozumieć. Nienawidzą najbardziej tych, których kochają - swoich bliskich.
I nie czekając długo i ta świeca zgasła.
Nagle do pokoju weszło dziecko i zobaczyło trzy zgasłe świece. Przestraszone zawołało:
Co robicie? Musicie płonąć Boję się ciemności
I zapłakało.
Wzruszona czwarta świeca powiedziała: Nie bój się Dopóki ja płonę zawsze możemy zapalić tamte świece. Ja jestem NADZIEJA.
Z błyszczącymi i pełnymi łez oczyma, dziecko wzięło świecę i zapaliło pozostałe świece.
Niech nigdy w naszych sercach nie gaśnie Nadzieja i każdy z nas jak to dziecko,
niech będzie narzędziem, gotowym swoją Nadzieją zawsze rozpalić Wiarę, Pokój i Miłość.”
- Imie: Anuś ;D
e-mail: anniel@op.pl
www: www.anniel.mblog.pl
Województwo: podlaskie
O sobie:
idealistka szukająca swojego miejsca na ziemi... kierująca się w życiu wiarą, nadzieją i miłością :) w moim blogu będziecie mogli doświadczyć myśli nieuczesanych, refleksji, rozmyślań, planów i marzeń, cytatów i wierszy, czyli wszystkiego co w mej głowie siedzi i daje o sobie znać :)
Moje zainteresowania:
Edukacja, Badania naukowe, Kultura, Sztuka, Muzyka

